1
Legendy.
To one kształtują kulturę, religię, niekiedy nawet całe społeczeństwo. Ich składnikiem jest magiczna otoczka i wiele pokolorowanych kłamstw. Jedni w nie wierzą i z wielką ostrożnością podchodzą do tematu, inni się z nich śmieją, jeszcze jacyś- ignorują.
Gdyby ktoś miał się określać czy w jakąś wierzy, to pytanie byłoby przyjmowane jak te wszystkie pytania o Boga. - Wierzyć, nie wierzyć...oto jest pytanie.
No bo skoro Bóg istnieje, to dlaczego w legendach nie może być choć trochę prawdy?
Zastanawiało ją to od dłuższego czasu. Punktem zwrotnym w jej życiu na pewno była prośba o przeniesienie w inny rejon. Miała dość tych samych twarzy, tych samych knypków, których co rusz musiała przymykać za te same występki. Pewnego dnia, zmęczona po incydencie, w którym zginęła jedna z najbardziej przez nią lubianych starszych pań, pracujących w kawiarni, w której jadała, poszła do biura komendanta i poprosiła o przeniesienie.
Śmierć kobiety przechyliła szalę goryczy, nie mogła dłużej patrolować swojego terenu. Była gotowa zrezygnować z funkcji kierującego, byle uciec z tego gówna. A wszystko przez młodocianego przestępce, którego rodzice spuścili zbyt szybko ze smyczy i na jego nieszczęście zauważyła go miejscowa mafia, która postanowiła się zabawić. Chłopak został złapany i czekał na rozprawę, ale to nic nie zmieniało. Ona już postanowiła. Musiała odzyskać wiarę w ludzi.
Można powiedzieć, że miała szczęście. Komendant rozpatrzył jej wniosek pozytywnie. Akurat policjant, który patrolował jedną ze spokojniejszych dzielnic, oddalonej 10 km od Komendy Głównej, odszedł na emeryturę i potrzebowali kogoś na jego miejsce, a ona pojawiła się w odpowiednim miejscu i czasie.
Była zdziwiona, gdy dowiedziała się, że komendant miał problem ze znalezieniem chętnych na to stanowisko, jednak na pytanie o przyczynę, tylko się uśmiechnął. "Powodzenia" - dodał i uścisnął jej serdecznie dłoń. Jego zachowanie wzbudziło w niej niepokój, ale szybko stłumiła to uczucie. W końcu jej szef słynął z dziwnych zachowań, co wcale ją nie dziwiło. Brał odpowiedzialność za każde podwinięcia nóg komisarzy i policjantów, nad którymi miał zwierzchnictwo, a te, choć rzadko, to jednak się zdarzały.
Dzielnica, którą miała od tamtego momentu patrolować, była uważana za miasto niepasujące do rzeczywistości. Od kolegów z pracy dowiedziała się, że to nawiedzona okolica. Oczywiście mówili jej o tym z szerokim uśmiechem na ustach. Spoglądała na nich wtedy z pobłażaniem. Było jej wszystko jedno, gdzie będzie egzekwować prawo. Byle dalej od jej, byłego już, rejonu.
Był piątek, a ona niedawno zjechała z patrolu. Minął tydzień odkąd została przeniesiona, a w jej głowie w końcu zapanował spokój. Nowy rejon okazał się być nudnym, małym miasteczkiem, w którym nie wyczuła ani krzty magii, czy innych znaków wskazujących na opętanie. Idealne miejsce dla jej wrażliwych nerwów.
Postanowiła się trochę zrelaksować gorącą kąpielą i dobrą książką. Wróciła do służbowego mieszkania, który dostała na początku swojej policyjnej kariery i koczowała w nim aż do teraz. Minęło trzynaście lat odkąd po raz pierwszy raz pojechała na patrol i przekroczyła próg tego mieszkania. Pamiętała jak bardzo wtedy była podekscytowana.
Dziś chyba jednak nie mogła mówić o jakiejkolwiek ekscytacji.
W domu powitała ją przyjemna cisza. Weszła do środka i poszukała dłonią włącznik. Rozbłysło światło. Wchodziło się od razu do salonu, który był połączony z kuchnią, a granicę stanowiła jedynie wygodna kanapa, którą odkupiła okazyjnie od sąsiada. Taki układ pomieszczeń bardzo jej odpowiadał, zwłaszcza, że mieszkanie miało dość mały metraż i kolejna ściana tylko przyprawiłaby ją o klaustrofobię.
Odpięła broń i zrzuciła górną część munduru, a następnie zdjęła buty i ułożyła je na swoim miejscu. Czuła jak zaczyna ją boleć głowa. W kuchni znalazła jakieś stare tabletki przeciwbólowe, uznała, że się nadadzą. Wyjęła z szafki szklankę i nalała do niej wody z kranu. Najpierw wypiła jedną całą szklankę, dopiero później wrzuciła do ust tabletkę i ją popiła. Czuła się odwodniona.
Wyjęła gotową pizzę z lodówki i nastawiła piekarnik. To będzie uczta, pomyślała, wkładając ją do środka.
W drodze do łazienki, zgarnęła ze stolika w salonie jabłko i wgryzła się w nie, czując jak bardzo jest głodna. Będąc w pomieszczeniu, odkręciła wodę i ustawiła panel prysznicowy. Czekając aż woda nabierze temperatury, zaczęła się rozbierać. Miała wannę, ale była tak głodna, że nie byłaby w stanie czekać jeszcze dłużej. Zresztą miała jakieś piętnaście minut na kąpiel i tyle jej w zupełności wystarczało. Innym razem sobie poleniuchuje.
Pół godziny później siedziała na kanapie, przeżuwając kolejny kawałek pizzy. Czuła się niezwykle otępiała. Kąpiel zamiast pobudzić, tylko sprawiła, że ogarnęła ją senność.
Nie wiedząc kiedy, zasnęła z pizzą w dłoni.
To one kształtują kulturę, religię, niekiedy nawet całe społeczeństwo. Ich składnikiem jest magiczna otoczka i wiele pokolorowanych kłamstw. Jedni w nie wierzą i z wielką ostrożnością podchodzą do tematu, inni się z nich śmieją, jeszcze jacyś- ignorują.
Gdyby ktoś miał się określać czy w jakąś wierzy, to pytanie byłoby przyjmowane jak te wszystkie pytania o Boga. - Wierzyć, nie wierzyć...oto jest pytanie.
No bo skoro Bóg istnieje, to dlaczego w legendach nie może być choć trochę prawdy?
Zastanawiało ją to od dłuższego czasu. Punktem zwrotnym w jej życiu na pewno była prośba o przeniesienie w inny rejon. Miała dość tych samych twarzy, tych samych knypków, których co rusz musiała przymykać za te same występki. Pewnego dnia, zmęczona po incydencie, w którym zginęła jedna z najbardziej przez nią lubianych starszych pań, pracujących w kawiarni, w której jadała, poszła do biura komendanta i poprosiła o przeniesienie.
Śmierć kobiety przechyliła szalę goryczy, nie mogła dłużej patrolować swojego terenu. Była gotowa zrezygnować z funkcji kierującego, byle uciec z tego gówna. A wszystko przez młodocianego przestępce, którego rodzice spuścili zbyt szybko ze smyczy i na jego nieszczęście zauważyła go miejscowa mafia, która postanowiła się zabawić. Chłopak został złapany i czekał na rozprawę, ale to nic nie zmieniało. Ona już postanowiła. Musiała odzyskać wiarę w ludzi.
Można powiedzieć, że miała szczęście. Komendant rozpatrzył jej wniosek pozytywnie. Akurat policjant, który patrolował jedną ze spokojniejszych dzielnic, oddalonej 10 km od Komendy Głównej, odszedł na emeryturę i potrzebowali kogoś na jego miejsce, a ona pojawiła się w odpowiednim miejscu i czasie.
Była zdziwiona, gdy dowiedziała się, że komendant miał problem ze znalezieniem chętnych na to stanowisko, jednak na pytanie o przyczynę, tylko się uśmiechnął. "Powodzenia" - dodał i uścisnął jej serdecznie dłoń. Jego zachowanie wzbudziło w niej niepokój, ale szybko stłumiła to uczucie. W końcu jej szef słynął z dziwnych zachowań, co wcale ją nie dziwiło. Brał odpowiedzialność za każde podwinięcia nóg komisarzy i policjantów, nad którymi miał zwierzchnictwo, a te, choć rzadko, to jednak się zdarzały.
Dzielnica, którą miała od tamtego momentu patrolować, była uważana za miasto niepasujące do rzeczywistości. Od kolegów z pracy dowiedziała się, że to nawiedzona okolica. Oczywiście mówili jej o tym z szerokim uśmiechem na ustach. Spoglądała na nich wtedy z pobłażaniem. Było jej wszystko jedno, gdzie będzie egzekwować prawo. Byle dalej od jej, byłego już, rejonu.
Był piątek, a ona niedawno zjechała z patrolu. Minął tydzień odkąd została przeniesiona, a w jej głowie w końcu zapanował spokój. Nowy rejon okazał się być nudnym, małym miasteczkiem, w którym nie wyczuła ani krzty magii, czy innych znaków wskazujących na opętanie. Idealne miejsce dla jej wrażliwych nerwów.
Postanowiła się trochę zrelaksować gorącą kąpielą i dobrą książką. Wróciła do służbowego mieszkania, który dostała na początku swojej policyjnej kariery i koczowała w nim aż do teraz. Minęło trzynaście lat odkąd po raz pierwszy raz pojechała na patrol i przekroczyła próg tego mieszkania. Pamiętała jak bardzo wtedy była podekscytowana.
Dziś chyba jednak nie mogła mówić o jakiejkolwiek ekscytacji.
W domu powitała ją przyjemna cisza. Weszła do środka i poszukała dłonią włącznik. Rozbłysło światło. Wchodziło się od razu do salonu, który był połączony z kuchnią, a granicę stanowiła jedynie wygodna kanapa, którą odkupiła okazyjnie od sąsiada. Taki układ pomieszczeń bardzo jej odpowiadał, zwłaszcza, że mieszkanie miało dość mały metraż i kolejna ściana tylko przyprawiłaby ją o klaustrofobię.
Odpięła broń i zrzuciła górną część munduru, a następnie zdjęła buty i ułożyła je na swoim miejscu. Czuła jak zaczyna ją boleć głowa. W kuchni znalazła jakieś stare tabletki przeciwbólowe, uznała, że się nadadzą. Wyjęła z szafki szklankę i nalała do niej wody z kranu. Najpierw wypiła jedną całą szklankę, dopiero później wrzuciła do ust tabletkę i ją popiła. Czuła się odwodniona.
Wyjęła gotową pizzę z lodówki i nastawiła piekarnik. To będzie uczta, pomyślała, wkładając ją do środka.
W drodze do łazienki, zgarnęła ze stolika w salonie jabłko i wgryzła się w nie, czując jak bardzo jest głodna. Będąc w pomieszczeniu, odkręciła wodę i ustawiła panel prysznicowy. Czekając aż woda nabierze temperatury, zaczęła się rozbierać. Miała wannę, ale była tak głodna, że nie byłaby w stanie czekać jeszcze dłużej. Zresztą miała jakieś piętnaście minut na kąpiel i tyle jej w zupełności wystarczało. Innym razem sobie poleniuchuje.
Pół godziny później siedziała na kanapie, przeżuwając kolejny kawałek pizzy. Czuła się niezwykle otępiała. Kąpiel zamiast pobudzić, tylko sprawiła, że ogarnęła ją senność.
Nie wiedząc kiedy, zasnęła z pizzą w dłoni.
Ciekawe hmm
OdpowiedzUsuń